Dlaczego najlepsi biegacze świata pochodzą właśnie stamtąd?
Etiopia, Kenia i Uganda od lat przesuwają granice w biegach długich. Rekordy padają jeden po drugim, a tempo najlepszych zawodników brzmi niemal niewiarygodnie. To efekt talentu, wysokości, treningu i technologii, ale obok zachwytu coraz częściej pojawiają się też trudniejsze pyt...
21 kilometrów w 56 minut
23 sierpnia 2026 roku w Buenos Aires Yomif Kejelcha przekroczył metę półmaratonu po 56 minutach i 51 sekundach. Średnie tempo? Około 2 minuty i 42 sekundy na kilometr.
Spróbujcie kiedyś ustawić takie tempo na bieżni mechanicznej. A później wyobraźcie sobie, że ktoś utrzymuje je nie przez 200 czy 400 metrów, ale przez ponad 21 kilometrów.
World Athletics podało wynik Etiopczyka jako rekord świata podlegający standardowej procedurze ratyfikacji. Kejelcha poprawił rezultat 57:20 uzyskany kilka miesięcy wcześniej przez Jacoba Kiplimo z Ugandy. Co ciekawe, Kiplimo pobiegł w 2025 roku jeszcze szybciej – 56:42 – jednak ze względu na parametry trasy wynik nie mógł zostać zatwierdzony jako rekord świata.
I już tutaj zaczyna się opowieść większa niż jeden rekord. Bo Kejelcha nie jest samotnym fenomenem.
To nie Etiopia. To właściwie cała biegowa potęga Afryki Wschodniej
Łatwo powiedzieć: „Etiopczycy opanowali biegi”. Tylko że to nie do końca prawda.
W sezonie 2026 wśród najlepszych wyników półmaratońskich znajdziemy obok Etiopczyków również zawodników z Ugandy i Kenii. A kiedy spojrzymy na maraton, obraz robi się jeszcze bardziej wymowny.
W kwietniu 2026 roku w Londynie trzy najlepsze wyniki uzyskali:
Sabastian Sawe z Kenii – 1:59:30,
Yomif Kejelcha z Etiopii – 1:59:41,
Jacob Kiplimo z Ugandy – 2:00:28.
To trzy różne kraje, ale jeden region świata. Dominacja nie zaczęła się też wczoraj. Badacze zajmujący się fizjologią wysiłku zwracają uwagę, że zawodnicy z Kenii i Etiopii należą do światowej czołówki biegów średnich i długich od dziesięcioleci.
Dlaczego? I tutaj odpowiedź zaczyna być znacznie ciekawsza od teorii o jednym cudownym sekrecie.
Nie istnieje jeden „gen biegacza”
Najbardziej kuszące wyjaśnienie jest jednocześnie jednym z najbardziej problematycznych: genetyka. Skoro tak wiele wielkich talentów pojawia się w jednym regionie świata, łatwo dojść do wniosku, że „oni po prostu są stworzeni do biegania”.
Nauka nie daje jednak tak prostego uzasadnienia. Badania sugerują, że sukces zawodników Afryki Wschodniej może wynikać z połączenia wielu czynników, a nie jednej wyjątkowej cechy biologicznej. Wśród możliwych elementów wymienia się budowę ciała, bardzo dobrą ekonomię biegu, środowisko treningowe, życie i trening na wysokości oraz czynniki kulturowe i społeczne.
Nowsze badania nad elitarnymi etiopskimi biegaczami również wskazują na ich bardzo dobrą ekonomię biegu, czyli w uproszczeniu zdolność poruszania się szybko przy relatywnie niewielkim koszcie energetycznym.
Genetyka oczywiście może mieć znaczenie, tak samo jak ma znaczenie w praktycznie każdym sporcie. Ale próba sprowadzenia sukcesu całych populacji do jednego „genu wytrzymałości” jest naukowo zbyt dużym uproszczeniem. Badacze zajmujący się tym zagadnieniem sami przestrzegają przed genetycznym determinizmem i budowaniem na jego podstawie stereotypów.
Czyli: predyspozycje są częścią historii. Nie są całą historią.
Wysokość pomaga, ale góra sama nikogo nie zrobi mistrzem
Addis Abeba leży ponad 2300 metrów nad poziomem morza. Wiele znanych kenijskich ośrodków treningowych również znajduje się wysoko. Organizm funkcjonujący przez lata w środowisku o niższej dostępności tlenu musi się do niego przystosować.
Brzmi jak gotowy przepis na mistrza maratonu. Problem polega na tym, że miliony ludzi na świecie mieszkają wysoko i jakoś nie wypełniają list startowych igrzysk olimpijskich.
Wysokość może stworzyć warunki. Nie wykona treningu za zawodnika.
Do tego dochodzi system szkolenia, ogromna konkurencja, tradycja biegania i zwyczajnie selekcja. Jeżeli w jednym miejscu tysiące młodych ludzi próbują swoich sił w sporcie, a najlepsi trafiają do kolejnych grup treningowych, prawdopodobieństwo znalezienia wyjątkowego talentu rośnie.
Nie ma w tym magii. Jest za to środowisko, które przez dziesięciolecia nauczyło się produkować świetnych biegaczy.
Jest jeszcze jeden zawodnik: but
Porównując współczesne rekordy ze starszymi wynikami, łatwo zapomnieć, że dzisiejszy biegacz nie używa już takiego samego sprzętu jak zawodnik sprzed dwudziestu lat.
Zaawansowane buty startowe wykorzystujące nowoczesne pianki, odpowiednią geometrię podeszwy i sztywne płytki zmieniły biegi długie. Przeglądy badań wskazują, że nowoczesna technologia obuwia może poprawiać ekonomię biegu przeciętnie o kilka procent, a jej wpływ na końcowy rezultat sportowy może wynosić około 1-2 procent. Oczywiście reakcja poszczególnych zawodników jest różna.
Jeden procent nie wygląda imponująco. Do chwili, kiedy mówimy o maratonie pokonywanym w dwie godziny. Wtedy jeden procent to ponad minuta.
Nie oznacza to, że „but biegnie za człowieka”. Nadal trzeba mieć organizm zdolny utrzymać kosmiczne tempo przez 42 kilometry. Ale technologia przesunęła granicę i powinna być częścią rozmowy o współczesnych rekordach.
A co z dopingiem?
Tego pytania nie warto omijać. Ale równie ważne jest to, jak je postawimy.
Etiopia i Kenia były w 2025 roku klasyfikowane przez Athletics Integrity Unit w kategorii A krajowych federacji lekkoatletycznych. Jest to kategoria związana z najwyższym poziomem ryzyka dopingowego dla dyscypliny i nakładająca dodatkowe obowiązki dotyczące kontroli zawodników.
To poważny sygnał. Nie jest to jednak dowód, że konkretny rekord został osiągnięty nieuczciwie. I tego rozróżnienia nie wolno zgubić.
Historyczne dane dotyczące Kenii pokazują, że problem rzeczywiście istniał. W raporcie WADA obejmującym okres od 2004 roku do sierpnia 2018 odnotowano 138 nieprawidłowych wyników analitycznych, z czego 131, czyli 95 procent, dotyczyło biegów długich.
Aktualna lista Athletics Integrity Unit również zawiera kenijskich długodystansowców odbywających kary za naruszenia przepisów antydopingowych. Problem istnieje. Udawanie, że go nie ma, byłoby naiwne.
Ale dokładnie tak samo niesprawiedliwe byłoby spojrzenie na paszport zawodnika i uznanie, że fenomenalny wynik automatycznie oznacza doping.
Podejrzenie nie jest dowodem. Narodowość tym bardziej nim nie jest.
Czy rekordom można jeszcze wierzyć?
Może to jest najciekawsze pytanie. Nie tylko w przypadku Afryki Wschodniej.
Współczesny sport funkcjonuje gdzieś pomiędzy coraz lepszą wiedzą treningową, fizjologią, profesjonalizacją, nowoczesnym sprzętem i coraz dokładniejszą kontrolą antydopingową.
Z jednej strony granice przesuwają się szybciej niż kiedyś. Z drugiej – historia sportu nauczyła nas, że czasem dopiero po latach dowiadujemy się, iż za niezwykłym wynikiem kryło się coś więcej niż talent i trening.
Dlatego sceptycyzm nie jest czymś złym. Powinien jednak dotyczyć systemu, kontroli i dowodów, a nie pochodzenia zawodnika.
Yomif Kejelcha przebiegający półmaraton w 56:51 może wydawać się człowiekiem z innej planety. Nie jest. Jest produktem niezwykłego talentu, wielu lat treningu, środowiska, w którym bieganie ma wyjątkową pozycję, prawdopodobnie korzystnych predyspozycji oraz sportu, który technologicznie wygląda już zupełnie inaczej niż dwie dekady temu.
Czy możemy zagwarantować, że każdy wielki wynik w biegach długich jest czysty? Nie.
Ale nie możemy też uczciwie uznać czegoś za oszustwo tylko dlatego, że wydaje nam się zbyt dobre, żeby było prawdziwe.
Zamiast patrzeć na rekord, spójrzmy na własny kilometr
Jest w tym wszystkim jeszcze jedna lekcja dla amatora. Nie musimy biec 2:42 na kilometr. Nie musimy też trenować na wysokości, kupować najdroższych karbonowych butów ani porównywać swojej Stravy z człowiekiem, który podporządkował bieganiu całe życie.
Rekordy mają inspirować, a nie wyznaczać nam normę.
Następnym razem, gdy wyjdziecie pobiegać, zostawcie 56:51 Kejelchy w tabelach World Athletics. Sprawdźcie raczej, czy dzisiejsze pięć kilometrów przychodzi wam trochę łatwiej niż kilka miesięcy temu.
Dla większości z nas właśnie tam znajduje się rekord, który naprawdę ma znaczenie.
A Wy? Kiedy widzicie wynik na granicy ludzkiej wyobraźni, czujecie przede wszystkim zachwyt czy od razu pojawia się sceptycyzm?
Polecane wpisy
Zostań jeszcze chwilę — tu są teksty, które dobrze pasują do tego tematu.
Sport po swojemu
Ronaldo kontra czas. Co zrobić, kiedy ambicja biegnie szybciej niż rzeczywistość
Czytaj dalej →
Sport po swojemu
Kawa zamiast przedtreningówki? To nie jest takie głupie
Czytaj dalej →
Sport po swojemu
Trenujesz 5 razy w tygodniu, a w weekend pijesz? Część tej roboty możesz wyrzucać do kosza…
Czytaj dalej →Jak powstał ten artykuł?
Artykuł został napisany i zredagowany przez redakcję BoostroGO, która odpowiada za jego treść. AI wspiera wyłącznie prace pomocnicze, takie jak korekta i porządkowanie materiału.
Każda pozycja pokazuje nazwę materiału oraz adres prowadzący do oryginału.
- 01
- 02
- 03
Dołącz do BoostroGO
Nowe artykuły, wyzwania i sportowe wydarzenia prosto na maila.


