BoostroGO

Zmieniła reprezentację, bo potrzebowała szansy. Dziś Jelena Rybakina jest numerem 1 świata

Ma 27 lat, trzy tytuły wielkoszlemowe i od 14 września zajmuje pierwsze miejsce w rankingu WTA. W 2026 roku wygrała Australian Open i US Open, za każdym razem pokonując w finale Arynę Sabalenkę. Zanim jednak Jelena Rybakina znalazła się na szczycie kobiecego tenisa, stanęła przed...

Zmieniła reprezentację, bo potrzebowała szansy. Dziś Jelena Rybakina jest numerem 1 świata
fot. BoostroGO/AI

Dziewczyna, która prawie poszła inną drogą

Rybakina urodziła się 17 czerwca 1999 roku w Moskwie. Dziś jej 184 centymetry wzrostu są jednym z atutów pozwalających jej generować potężny serwis, ale sportowa historia nie zaczęła się od przekonania, że tenis będzie jej przeznaczeniem. Zaczęła grać jako kilkuletnie dziecko, później trenowała w moskiewskim Spartaku. Jej droga znacznie różniła się jednak od stereotypowego obrazu przyszłej gwiazdy wychowywanej od rana do wieczora w prywatnej akademii.

Sama wspominała, że długo ćwiczyła w grupach i chodziła do zwykłej szkoły. W pewnym momencie pojawiło się nawet pytanie, czy po jej ukończeniu nie wybrać studiów zamiast zawodowego sportu. Powód był brutalnie zwyczajny: profesjonalny tenis kosztuje. Podróże, trenerzy, fizjoterapia, hotele i starty w kolejnych turniejach trzeba finansować długo przed momentem, gdy pojawią się wielkie czeki. Rybakina przyznawała, że jej ojciec obawiał się ryzyka, a sytuacja finansowa rodziny utrudniała podjęcie decyzji o pełnym wejściu w zawodowy tenis.

Dzisiaj brzmi to niemal absurdalnie. Przyszła numer jeden światowego rankingu zastanawiała się kiedyś, czy zawodowe granie w ogóle ma ekonomiczny sens.

Zanim była rywalizacją ze Świątek, był finał juniorek

Polski kibic znajdzie w jej historii kapitalny szczegół. W 2017 roku Rybakina zagrała w finale prestiżowego juniorskiego Trofeo Bonfiglio w Mediolanie. Po drugiej stronie siatki stała 16-letnia Iga Świątek.

Polka wygrała pierwszego seta 6:1 i w drugim serwowała nawet na zwycięstwo w całym meczu. Rybakina odwróciła jednak spotkanie i zwyciężyła 1:6, 7:6(5), 6:3. Był to jeden z największych sukcesów jej juniorskiej kariery. Kilka lat później obie miały należeć do światowej czołówki.

To dobry przykład tego, jak trudno przewidywać przyszłość młodych sportowców. Rybakina zakończyła juniorską karierę jako zawodniczka, która dotarła do trzeciego miejsca światowego rankingu, ale nawet taki wynik nie gwarantował jej spokojnego przejścia do profesjonalnego tenisa. Talent był. Brakowało stabilnego zaplecza. I wtedy pojawił się Kazachstan.

Decyzja, która zmieniła wszystko

W 2018 roku Rybakina przestała reprezentować Rosję i zaczęła występować w barwach Kazachstanu. Kazachska federacja poszukiwała utalentowanych zawodników i oferowała im wsparcie finansowe oraz dostęp do zaplecza treningowego. Rybakina potrzebowała dokładnie tego.

Nie była jeszcze gwiazdą. W 2018 roku jej najwyższa pozycja w rankingu wynosiła 175. Rok później przebiła się do pierwszej setki i wygrała pierwszy turniej WTA w Bukareszcie. W lutym 2020 roku była już w Top 20. Kazachstan zainwestował więc nie w gotową mistrzynię Wielkiego Szlema, lecz w potencjał. Ta różnica okaże się później bardzo ważna.

Wimbledon, którego prawie nie było w rankingu

Pierwszy wielki moment przyszedł w 2022 roku. Rybakina wygrała Wimbledon, pokonując w finale Ons Jabeur 3:6, 6:2, 6:2. Została pierwszą zawodniczką reprezentującą Kazachstan z tytułem wielkoszlemowym w singlu.

I tu tenis zaserwował jej jeden ze swoich bardziej osobliwych paradoksów. Za zwycięstwo nie otrzymała ani jednego punktu rankingowego. ATP i WTA odebrały Wimbledonowi punkty za edycję 2022 po decyzji organizatorów o niedopuszczeniu zawodników z Rosji i Białorusi w następstwie rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W normalnych warunkach mistrzyni otrzymałaby 2000 punktów.

Jeszcze większą ironią był fakt, że sama Rybakina urodziła się w Moskwie i jeszcze cztery lata wcześniej reprezentowała Rosję.

Rosja mówiła „nasza”. Rybakina odpowiadała po swojemu

Jej pochodzenie natychmiast stało się częścią historii Wimbledonu 2022. Szef rosyjskiej federacji tenisowej Szamil Tarpiszczew nazwał Rybakinę po jej sukcesie „naszym produktem”, a rosyjskie media próbowały przedstawiać zwycięstwo tenisistki jako dowód siły rosyjskiej szkoły.

Fot. Peter Menzel / Wikimedia Commons, CC BY-SA 2.0

Rybakina później nie zgodziła się z takim określeniem i zwracała uwagę na znaczenie zespołu oraz pomocy otrzymanej na etapie przechodzenia z juniorskiego do zawodowego tenisa. Podczas konferencji po finale pojawiały się również pytania o Władimira Putina i rosyjską inwazję na Ukrainę. Zapytana wprost o potępienie wojny i działań Putina nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi. W innych wypowiedziach podkreślała, że od lat reprezentuje Kazachstan i występowała dla tego kraju m.in. na igrzyskach olimpijskich.

Temat jej tożsamości wraca od tamtej pory regularnie. Sport lubi proste flagi przy nazwisku. Życie sportowców bywa znacznie mniej proste.

Serwis jak broń, twarz jak pokerzysta

Na korcie Rybakina prezentuje ciekawą mieszankę. Jest wysoka, uderza niezwykle czysto i dysponuje jednym z najlepszych serwisów w kobiecym tenisie. W 2025 roku zakończyła sezon z 516 asami, najwięcej w całym WTA Tour.

Jednocześnie po zdobyciu punktu potrafi wyglądać tak, jakby właśnie odebrała przesyłkę z paczkomatu. Kiedy w 2022 roku wygrała Wimbledon, nie padła na kort, nie rzuciła rakietą w powietrze i nie urządziła wielkiej celebracji. Lekko zacisnęła pięść i poszła do siatki. Ta powściągliwość stała się jednym z jej znaków rozpoznawczych.

Tym ciekawszy był rok 2026.

Najpierw Melbourne. Potem Nowy Jork

W styczniu Rybakina wróciła do finału Australian Open i ponownie spotkała się z Aryną Sabalenką, z którą trzy lata wcześniej przegrała mecz o tytuł. Tym razem wygrała 6:4, 4:6, 6:4 i zdobyła drugi wielkoszlemowy tytuł w karierze.

Kilka miesięcy później historia powtórzyła się w Nowym Jorku. Do US Open Rybakina przystępowała po problemach z kostką, przez które wcześniej wycofała się z turnieju w Cincinnati. Mimo tego przeszła przez turniej, pokonując po drodze m.in. Naomi Osakę i Coco Gauff. W finale znów czekała Sabalenka. Rybakina wygrała 6:4, 5:7, 6:2.

Był to jej trzeci Wielki Szlem i drugi w jednym sezonie, a zwycięstwo w Nowym Jorku zakończyło również długie panowanie Sabalenki na pierwszym miejscu rankingu. 14 września 2026 roku Rybakina oficjalnie została numerem jeden WTA. Jest pierwszą tenisistką lub tenisistą reprezentującym Kazachstan, którzy osiągnęli pierwsze miejsce światowego rankingu, oraz 30. kobietą w historii WTA na jego szczycie.

5,235 miliona dolarów za pięć meczów. I samochód, którym w końcu mogła pojechać

W jej historii są też smaczki, których szkoda byłoby nie wykorzystać. Pod koniec 2025 roku Rybakina wygrała WTA Finals w Rijadzie bez porażki. Za pięć zwycięskich spotkań otrzymała 5,235 mln dolarów, co WTA określiła wówczas jako największą pojedynczą wypłatę nagrody w historii kobiecego sportu. Została również pierwszą reprezentantką Kazachstanu i pierwszą zawodniczką reprezentującą kraj azjatycki, która wygrała singlowe WTA Finals.

A w Stuttgarcie wydarzyła się historia z zupełnie innej półki. Kiedy Rybakina wygrała tam turniej w 2024 roku, tradycyjną nagrodą był Porsche. Problem? Nie miała prawa jazdy, więc podczas prezentacji samochodu musiała zadowolić się rolą pasażerki.

W 2026 roku wróciła, ponownie wygrała Stuttgart i tym razem mogła już sama usiąść za kierownicą. Czasami progres sportowca naprawdę da się zmierzyć inaczej niż rankingiem.

Numer jeden, ale historia jeszcze się nie kończy

Rybakina ma dziś Wimbledon, Australian Open i US Open. Do kompletu wielkoszlemowego brakuje jej Roland Garros. Ale być może ciekawsze od pytania, ile jeszcze pucharów zdobędzie, jest to, jak daleko zaszła od momentu, gdy jej rodzina zastanawiała się, czy dalsze finansowanie profesjonalnego tenisa w ogóle ma sens.

Kazachstan nie dostał gotowej mistrzyni. Dał szansę zawodniczce, która dopiero próbowała nią zostać. Osiem lat po zmianie reprezentacji Jelena Rybakina jest pierwszą rakietą świata. I prawdopodobnie nadal zareaguje na największy sukces kariery mniejszą celebracją niż większość z nas na informację, że jutro nie trzeba wstawać do pracy.