Nie wygląda jak sport, ale potrafi nieźle zmęczyć. Dlaczego warto chodzić na grzyby
Grzybobranie kojarzy się przede wszystkim z koszykiem, lasem i jesiennym obiadem. Tymczasem kilka godzin spędzonych między drzewami oznacza również sporo chodzenia, ruch po nierównym terenie, odpoczynek od codziennych bodźców i czas na rozmowę lub własne myśli. To aktywność, któr...
Grzybobranie to przede wszystkim ruch
Podczas zwykłej wyprawy do lasu można spędzić w ruchu dwie, trzy, a czasem nawet więcej godzin. Nie idziemy przy tym po równej nawierzchni. Leśne ścieżki, piach, korzenie, niewielkie wzniesienia, miękka ściółka i konieczność częstego zmieniania kierunku sprawiają, że taki marsz angażuje ciało trochę inaczej niż spacer po chodniku.
Do tego dochodzi ciągłe zatrzymywanie się, schylanie, wstawanie i przenoszenie koszyka. Nie jest to oczywiście zamiennik treningu siłowego czy biegania, ale może być całkiem solidną porcją codziennej aktywności.
To szczególnie ważne dla osób, które większość dnia spędzają w pozycji siedzącej. Ruch nie musi przecież odbywać się wyłącznie na siłowni czy podczas zaplanowanego treningu. Aktywność rekreacyjna, spacery i zwykłe przemieszczanie się również składają się na naszą tygodniową dawkę ruchu.
I właśnie tutaj grzybobranie ma sporą przewagę: często ruszamy się przez kilka godzin, nie myśląc nawet o tym jak o ćwiczeniach.
Cel sprawia, że łatwiej chodzić dłużej
Samo „wyjście na spacer” dla wielu osób nie brzmi szczególnie atrakcyjnie. Grzybobranie daje natomiast konkretny cel. Szukamy borowików, kurek czy podgrzybków, zaglądamy w kolejne miejsca i sprawdzamy następne fragmenty lasu.
Dzięki temu dystans schodzi na dalszy plan. Nie zastanawiamy się, ile kilometrów zostało do końca. Chcemy przejść jeszcze za kolejne drzewa albo sprawdzić polanę, na której rok wcześniej rosły grzyby.
To prosty mechanizm, ale bardzo skuteczny. Ruch staje się środkiem do osiągnięcia celu, a nie obowiązkiem samym w sobie. Dla osób, które trudno przekonać do regularnych spacerów, właśnie taka forma aktywności może być znacznie bardziej naturalna.
Kilka godzin z dala od codziennych bodźców
Korzyści z grzybobrania nie kończą się na pracy nóg. Las daje również coś, czego coraz częściej brakuje w codziennym życiu: ograniczenie liczby bodźców.
Nie oznacza to, że pobyt w lesie rozwiązuje problemy czy zastępuje odpoczynek, którego naprawdę potrzebujemy. Może jednak stworzyć warunki do wyciszenia. Przez dłuższą chwilę nie patrzymy na ekran komputera, reklamy, wiadomości czy powiadomienia. Uwaga skupia się na otoczeniu, drodze i szukaniu grzybów.
Badania dotyczące spacerów w naturalnym środowisku sugerują, że kontakt z naturą może sprzyjać poprawie nastroju i ograniczeniu napięcia. Nie trzeba jednak przypisywać lasowi cudownych właściwości, żeby zauważyć prostą zależność: kilka godzin spokojnego ruchu poza miastem daje głowie inny rodzaj odpoczynku niż kolejne kilka godzin przed ekranem.
Las daje czas na własne myśli
W grzybobraniu jest jeszcze jedna wartość, której nie pokaże żaden licznik kroków. To czas.
Podczas spokojnego marszu nic nie wymaga natychmiastowej odpowiedzi. Nie trzeba jednocześnie pisać wiadomości, odbierać telefonu i wykonywać kolejnego zadania. Można po prostu iść.
Dla jednej osoby będzie to okazja do całkowitego oderwania się od codziennych spraw. Dla innej moment, kiedy wreszcie może spokojnie przemyśleć problem, decyzję zawodową czy plany na najbliższe miesiące.
Ruch często dobrze współgra z takim myśleniem. Nie chodzi o to, że po dwóch godzinach w lesie nagle znajdziemy rozwiązanie każdego problemu. Raczej o stworzenie przestrzeni, której w zwykłym dniu często po prostu brakuje.
Grzybobranie może być też dobrym czasem dla dwóch osób
Do lasu nie trzeba oczywiście chodzić samotnie. Wspólne grzybobranie może być bardzo prostym sposobem na spędzenie kilku godzin z partnerem, rodzicem, dzieckiem czy przyjacielem.
Rozmowa podczas marszu wygląda inaczej niż rozmowa przy stole czy przed telewizorem. Nie trzeba przez cały czas mówić. Można przez kilka minut iść w ciszy, później coś skomentować, wrócić do rozmowy i znów skupić się na szukaniu.
Właśnie dlatego wspólne spacery, wycieczki czy inne spokojne aktywności często sprzyjają rozmowom. Jesteśmy razem, ale jednocześnie robimy coś konkretnego. Nie ma presji, że każde kilka sekund ciszy trzeba natychmiast wypełnić kolejnym zdaniem.
Satysfakcja też ma znaczenie
Grzybobranie daje jeszcze jedną rzecz, która jest dobrze znana osobom aktywnym fizycznie: poczucie małego sukcesu.
Znalezienie pierwszego borowika nie jest wydarzeniem, które zmieni nasze życie. Podobnie jak przebiegnięcie pierwszych pięciu kilometrów nie zmienia świata. Dla osoby, która właśnie osiągnęła swój cel, takie momenty mogą jednak dawać sporą satysfakcję.
W lesie nagroda pojawia się bardzo szybko. Jest kolejne znalezione miejsce, następny grzyb, pełniejszy koszyk. To sprawia, że chce się iść dalej.
Nie potrzebujemy wyniku, tabeli ani rywalizacji. Sama czynność daje poczucie, że coś udało się znaleźć i zrobić.
Na końcu jest jeszcze smak
Trudno pominąć najbardziej oczywisty argument przemawiający za grzybobraniem: grzyby po prostu mogą być świetnym składnikiem jedzenia.
Sos grzybowy, jajecznica z kurkami, zupa, risotto czy suszone borowiki wykorzystywane zimą są dla wielu osób równie ważnym elementem całej wyprawy jak samo chodzenie po lesie.
Grzyby nie są też produktem pozbawionym wartości odżywczych. Zawierają między innymi błonnik, pewne ilości białka, witamin i składników mineralnych, choć ich dokładna zawartość różni się zależnie od gatunku.
Nie trzeba jednak przedstawiać ich jako kolejnego „superfood”. Ich największą zaletą pozostaje smak i fakt, że są częścią posiłku, na który wcześniej samemu trzeba było zapracować kilkoma kilometrami marszu.
Bezpieczeństwo jest ważniejsze niż pełny koszyk
Przy wszystkich zaletach grzybobrania jedna zasada pozostaje bezdyskusyjna: zbieramy wyłącznie gatunki, które potrafimy bezpiecznie rozpoznać.
Jeżeli pojawiają się wątpliwości, grzyb powinien zostać w lesie. W przypadku braku doświadczenia warto korzystać z pomocy osób mających odpowiednią wiedzę albo punktów konsultacyjnych prowadzonych przez stacje sanitarno-epidemiologiczne.
Grzyby najlepiej zbierać również do przewiewnych koszyków, a nie plastikowych reklamówek, w których szybciej się psują.
Pełny koszyk jest przyjemny. Bezpieczny powrót do domu jest zdecydowanie ważniejszy.
Ruch nie zawsze musi wyglądać jak trening
Grzybobranie dobrze pokazuje coś, o czym w świecie aplikacji sportowych, planów treningowych i pomiarów łatwo zapomnieć.
Aktywność fizyczna nie zawsze musi być treningiem.
Może być spacerem z psem, pracą w ogrodzie, wycieczką rowerową z rodziną albo kilkoma godzinami spędzonymi na szukaniu grzybów.
Nie musi kończyć się rekordem. Nie musi być intensywna. Nie musi nawet być wpisana do aplikacji.
Jeżeli po kilku godzinach wracamy z lasu z kilometrami w nogach, trochę spokojniejszą głową, dobrą rozmową za sobą i kilkoma grzybami na kolację, trudno uznać taki dzień za zmarnowany.
Czasami najlepszą aktywnością jest właśnie ta, podczas której zapominamy, że jesteśmy aktywni.
Polecane wpisy
Zostań jeszcze chwilę — tu są teksty, które dobrze pasują do tego tematu.
W drodze
Babia Góra bez tajemnic. Szlaki na Diablak, trudności, czarownice i kapryśna pogoda | Polskie Góry #1
Czytaj dalej →
Sport po swojemu
Ronaldo kontra czas. Co zrobić, kiedy ambicja biegnie szybciej niż rzeczywistość
Czytaj dalej →
Sport po swojemu
Kawa zamiast przedtreningówki? To nie jest takie głupie
Czytaj dalej →Jak powstał ten artykuł?
Artykuł został napisany i zredagowany przez redakcję BoostroGO, która odpowiada za jego treść. AI wspiera wyłącznie prace pomocnicze, takie jak korekta i porządkowanie materiału.
Każda pozycja pokazuje nazwę materiału oraz adres prowadzący do oryginału.
-
01
BoostroGO http://boostrogo.pl Otwórz ↗
Dołącz do BoostroGO
Nowe artykuły, wyzwania i sportowe wydarzenia prosto na maila.


