BoostroGO
Polskie Góry #1

Babia Góra bez tajemnic. Szlaki na Diablak, trudności, czarownice i kapryśna pogoda | Polskie Góry #1

Babia Góra potrafi wyglądać niewinnie, dopóki nie ruszysz z Krowiarek pod Sokolicę albo nie trafisz na wiatr, który nagle przypomina, kto tu ustala zasady. Sprawdzamy najpopularniejsze trasy na Diablak, ich długość, przewyższenia, realny czas przejścia i poziom trudności. Bez str...

Babia Góra bez tajemnic. Szlaki na Diablak, trudności, czarownice i kapryśna pogoda | Polskie Góry #1
fot. @tomjur/unsplash

Babia Góra bez tajemnic. Szlaki na Diablak z Polski i Słowacji, trudności, schroniska i mroczne legendy

Zajawka: Którędy najlepiej wejść na Diablak? Porównujemy szlaki z Polski i Słowacji, dystanse, przewyższenia oraz realne czasy przejścia. Zaglądamy do historycznych schronisk i odkrywamy opowieści o czarownicach, diabelskim zamku oraz górze, która podobno potrafi odebrać człowiekowi zmysły.

Babia Góra nie jest wymagająca tylko dlatego, że ma ponad 1700 metrów. Na stosunkowo niewielkim obszarze łączy strome podejścia, kamieniste szlaki, otwartą grań i pogodę, która potrafi zmienić charakter wycieczki szybciej, niż zdążysz powiedzieć: „przecież na parkingu było słońce”.

Najpierw wysokość. 1723 czy 1725 metrów?

Już na początku można wpaść w małą babiogórską pułapkę. Przez lata na mapach, tablicach i w przewodnikach bardzo często pojawiała się wysokość 1725 m n.p.m. Współczesne materiały Babiogórskiego Parku Narodowego podają jednak dla Diablaka 1723 m n.p.m. Taką wysokość znajdziemy również w części nowszych słowackich opracowań turystycznych.

Czy dwa metry coś zmieniają? Dla nóg absolutnie nic. Dla rzetelności tekstu już trochę.

Diablak pozostaje najwyższą kulminacją masywu Babiej Góry i jednym z najbardziej charakterystycznych szczytów całych Beskidów. Na samym wierzchołku zamiast klasycznej ostrej góry znajdziemy rozległe rumowisko skalne. Według miejscowej legendy mają to być pozostałości diabelskiego zamku. Geologia jest mniej efektowna, ale bardziej konkretna: są to przede wszystkim skały zbudowane z piaskowca magurskiego.

Siedem sposobów na Babią Górę. Który szlak wybrać?

Nie istnieje jeden „szlak na Babią”. Są trasy krótkie, długie, techniczne, spokojniejsze, bardziej widokowe i takie, które na mapie wyglądają niewinnie, a później przez dwie godziny wyjaśniają łydkom, kto tu rządzi.

Dla większości turystów najważniejsze będą cztery wejścia od polskiej strony oraz dwa warianty słowackie. Warto jednak znać również mniej popularne podejście od strony Orawy.

Szlaki na Diablak. Porównanie tras

TrasaDystansPodejściaCzas z postojamiTrudność T / K
🇵🇱 Krowiarki – Diablak – powrót9,2 km721 m5–6 h🟢 2 / 3
🇵🇱 Krowiarki – Diablak – Brona – Markowe – Krowiarki13,9 km867 m6–7,5 h🟡 2 / 3,5
🇵🇱 Zawoja Markowa – Brona – Diablak – powrót12,7 km996 m6,5–8 h🟠 2 / 4
🇵🇱 Krowiarki – Perć Akademików – Diablak – powrót13,4 km860 m6,5–8 h🔴 4 / 3,5
🇵🇱 Stańcowa – Diablak – powrótok. 9 kmok. 800 m5–6 h🟠 2 / 4
🇸🇰 Slaná Voda – Babia hora – powrót19,6 km980 m8–10 h🟠 2 / 4
🇸🇰 Wielka pętla przez Małą Babią Górę19,8 km1119 m8–9,5 h🔴 2 / 4,5

Jak czytać tabelę? T oznacza trudność techniczną, K trudność kondycyjną. Obie oceniamy w skali 1–5. Są to orientacyjne oceny redakcji BoostroGO, a nie oficjalna klasyfikacja szlaków. Podane dystanse dotyczą całych wycieczek, natomiast czasy zawierają rozsądny zapas na odpoczynek i zdjęcia.

Wszystkie oceny dotyczą warunków bez śniegu i lodu. Zimą i podczas złej pogody trudność może wzrosnąć bardzo wyraźnie. Różne aplikacje mogą też podawać nieco odmienne dystanse i sumy podejść.

Czas mapowy a rzeczywistość: dla przykładu pętla z Krowiarek przez Bronę ma mapowo 5 godz. 24 min marszu, ale na spokojną wycieczkę lepiej zarezerwować 6–7,5 godziny. Krótkie wejście czerwonym szlakiem z Krowiarek i powrót tą samą drogą zajmuje mapowo 3 godz. 36 min, jednak w praktyce warto mieć 5–6 godzin.

Krowiarki przez Sokolicę. Najlepsza Babia na pierwszy raz

Jeżeli ktoś pyta nas: „Nigdy nie byłem na Babiej, którędy wejść?”, czerwony szlak z Przełęczy Krowiarki jest najbardziej logiczną odpowiedzią.

Do szczytu mamy około 4,6 kilometra oraz ponad 700 metrów podejścia. Tyle że profil trasy jest trochę złośliwy. Nie dostajemy kilometra na spokojne rozruszanie nóg. Od Krowiarek zaczyna się konkretne zdobywanie wysokości.

Pierwszy cel to Sokolica. Droga prowadzi lasem, po kamieniach, korzeniach i stopniach. To fragment, na którym często zaczyna się klasyczny górski błąd: człowiek jest świeży, wszyscy idą szybko, więc też idzie szybko. A potem Babia wystawia rachunek.

Na Sokolicy warto się zatrzymać. Otwiera się widok, teren zaczyna zmieniać charakter, a szlak prowadzi dalej przez Kępę i Gówniak. Im wyżej, tym mniej osłony daje las i tym ważniejsza zaczyna być pogoda.

Technicznie przy dobrych warunkach nie dzieje się tu nic dramatycznego. Nie ma łańcuchów, ekspozycja nie przypomina Tatr Wysokich, nie trzeba wspinać się na szczyt. Jest natomiast nierówne, skaliste podłoże i niemal całkowicie odkryta końcówka.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 3/5.

To dobry wybór dla osoby regularnie spacerującej, biegającej, jeżdżącej na rowerze czy po prostu mającej przyzwoitą ogólną sprawność. Nie trzeba trenować ultramaratonów. Warto natomiast umieć przez kilka godzin być w ruchu.

Najlepsza pętla: Krowiarki, Diablak, Brona i Markowe Szczawiny

Gdybym miał komuś pokazać Babią Górę tylko raz, wybrałbym właśnie ten wariant.

Startujemy z Krowiarek, wchodzimy przez Sokolicę, Kępę i Gówniak na Diablak, ale zamiast zawracać, schodzimy drugą stroną grzbietu w kierunku Przełęczy Brona. Następnie dochodzimy do Markowych Szczawin, a do Krowiarek wracamy Górnym Płajem.

Całość ma około 13,9 km, 867 m sumy podejść i mapowo 5 godz. 24 min marszu. To jednak czas dla kogoś, kto przyszedł przede wszystkim chodzić. Na normalną wycieczkę z przystankiem na szczycie, jedzeniem i schroniskiem bezpieczniej przeznaczyć 6–7,5 godziny.

Największa zaleta? Nie oglądamy tej samej góry dwa razy. Najpierw dostajemy widokową grań, później zejście bardziej surowym północnym stokiem, Bronę, schronisko i spokojniejsze przejście przez las.

Najbardziej niedocenioną trudnością jest zejście. Kilkaset metrów w dół po kamieniach potrafi dać udom i kolanom więcej pracy niż wejście. Kijki trekkingowe nie służą tutaj do wyglądania jak człowiek, który właśnie wrócił z wyprawy w Himalaje. Naprawdę pomagają.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 3,5/5.

Markowe Szczawiny. Schronisko, które jest częścią historii góry

Markowe Szczawiny nie powinny być w tym artykule tylko punktem z napisem „tu można zjeść”.

Pierwsze schronisko otwarto tutaj 15 września 1906 roku z inicjatywy Hugona Zapałowicza. Było pierwszym schroniskiem Towarzystwa Tatrzańskiego w Beskidach Zachodnich. Początkowo miało niewielką kuchnię, jadalnię, dwa pomieszczenia noclegowe i poddasze wysłane sianem.

Historia robi się jeszcze ciekawsza pod koniec II wojny światowej. Ówczesny gospodarz Rudolf Wielgus miał uratować schronisko przed spaleniem przez wycofujących się Niemców, przekupując ich. Dzisiejszy budynek jest oczywiście dużo nowszy, ale miejsce pozostało jednym z symboli polskiej turystyki beskidzkiej.

Obok działa dyżurka GOPR i Muzeum Turystyki Górskiej. To dobry argument, żeby nie traktować schroniska wyłącznie jako stacji tankowania żurku.

Zawoja Markowa. Prawie tysiąc metrów uczciwej roboty

Start w Zawoi Markowej całkowicie zmienia charakter wycieczki.

Najpierw zielonym szlakiem docieramy do Markowych Szczawin. Babiogórski Park Narodowy podaje dla tego odcinka 3,6 km i około 1 godz. 20 min. Dalej można wejść czerwonym przez Bronę na Diablak.

Pełna wycieczka z powrotem do Markowej to około 12,7 km i aż 996 metrów sumy podejść. Czas wyliczony przez Mapę Turystyczną wynosi 5 godz. 14 min, ale na normalne przejście warto przeznaczyć 6,5–8 godzin.

Nie ma tu specjalnych trudności technicznych. Jest za to niemal kilometr pionu. Jeżeli ktoś mówi, że „to tylko dwanaście kilometrów”, warto pokazać mu drugą liczbę.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 4/5.

To bardzo dobry wariant dla osób, które wolą regularny wysiłek od technicznych atrakcji i chcą mieć schronisko naturalnie wpisane w trasę.

Perć Akademików. Babia pokazuje zupełnie inne oblicze

Żółty szlak z rejonu Markowych Szczawin przez Suchą Kotlinkę na Diablak ma około 3 km, a Babiogórski Park Narodowy wylicza jego przejście na około 1 godz. 30 min. Te trzy kilometry są jednak zupełnie inne niż czerwony szlak z Krowiarek.

Perć Akademików prowadzi stromym północnym stokiem. Pojawiają się skały, łańcuchy i metalowe klamry. Trzeba używać rąk, patrzeć pod nogi i czasami poczekać, aż przejdą ludzie znajdujący się przed nami.

Nie jest to Orla Perć i nie ma sensu robić z niej tatrzańskiego horroru. Z drugiej strony banalizowanie jej tylko dlatego, że leży w Beskidach, również jest kiepskim pomysłem.

Na suchej skale dla osoby mającej doświadczenie w górach będzie przede wszystkim ciekawa. Po deszczu, przy mocnym wietrze albo resztkach śniegu sytuacja zmienia się bardzo wyraźnie. W okresach zimowych Park zamyka szlak między innymi wtedy, gdy śnieg zakrywa łańcuchy i klamry.

Perć Akademików jest szlakiem jednokierunkowym, przeznaczonym do podchodzenia. Nie planujemy nią zejścia.

Pełna pętla z Krowiarek przez Markowe Szczawiny i Perć Akademików na Diablak, a następnie zejście przez Sokolicę, ma około 13,4 km i 860 metrów podejść. Czas mapowy to 4 godz. 49 min, ale na spokojne przejście warto przeznaczyć 6,5–8 godzin.

Trudność techniczna: 4/5 jak na Beskidy. Kondycyjna: 3,5/5.

Jeśli wysokość, strome skały albo konieczność pracy rękami już na samą myśl odbierają Ci przyjemność z wycieczki, odpuść. Czerwony szlak nie jest „gorszą Babią”. Jest po prostu inną Babią.

Stańcowa, Przywarówka i Głodna Woda. Mniej popularna strona Babiej Góry

Dużo rzadziej mówi się o zielonym podejściu od strony polskiej Orawy, w rejonie Stańcowej i Przywarówki.

Od Stańcowej zielony szlak prowadzi w kierunku Południowego Płaju i Głodnej Wody, a następnie na Diablak. W zależności od dokładnego punktu startu i wybranego wariantu można zaplanować wejście i powrót tą samą drogą albo dłuższą wycieczkę wykorzystującą trasy po stronie słowackiej.

Mapa Turystyczna podaje dla odcinka Stańcowa – Diablak około 4,5 km i 2 godz. 31 min podejścia. Daje to około 9 km w obie strony. Babiogórski Park Narodowy podaje natomiast 2,3 km dla zielonego odcinka ujętego w jego wykazie. Tej krótszej wartości nie należy traktować jako długości całej wycieczki od dowolnego parkingu.

Trasa jest pozbawiona technicznych atrakcji w rodzaju łańcuchów, ale mocno pracuje się tutaj wysokością. To dobra propozycja dla osób szukających czegoś mniej oczywistego i chcących poznać Babią również od strony polskiej Orawy.

Nie ma po drodze odpowiednika Markowych Szczawin, dlatego jedzenie i wodę trzeba planować samodzielnie.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 4/5.

A może od Słowacji? Zupełnie inna wycieczka

Na Babią Górę można wejść od strony Oravskiej Polhory i Slanej Vody. Jest dłużej niż z Krowiarek, ale znacznie bardziej różnorodnie krajoznawczo.

Słowacka ścieżka edukacyjna Slaná Voda – Babia hora ma około 9,8 km w jedną stronę, 980 metrów podejścia i oficjalnie około czterech godzin marszu. Na trasie znajduje się 13 przystanków edukacyjnych. Przechodzi się przez torfowiska, górskie lasy i fragmenty o charakterze puszczańskim, a po drodze znajdują się również dwie drewniane wieże widokowe.

Tam i z powrotem wychodzi już prawie 20 kilometrów. To pełnowymiarowa całodniowa wycieczka, a nie słowacki skrót na Babią.

Technicznie droga nie jest szczególnie skomplikowana. Kondycyjnie zdecydowanie tak.

Jeśli zależy Ci na spokojniejszym poznawaniu przyrody, słowacka strona potrafi zaoferować coś zupełnie innego niż popularne wejścia od Zawoi. Warto jednak pamiętać, że mniejsza liczba spotkanych turystów nie zwalnia z przygotowania. Wręcz przeciwnie: przy długiej trasie i załamaniu pogody samodzielność staje się ważniejsza.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 4/5.

Słowacka wielka pętla. Dla tych, którym sama Babia to za mało

Jeszcze ciekawszy jest wariant: Slaná Voda – Babia hora – Brona – Malá Babia hora – Borsučie – Vonžovec – Slaná Voda.

Słowackie materiały turystyczne podają około 19,8 km, 1119 metrów sumy podejść i 6 godz. 50 min czasu marszu. Slovakia Travel opisuje bardzo podobną pętlę jako około siedmiogodzinną.

Realnie przeznaczyłbym na nią 8–9,5 godziny. Bo skoro już człowiek idzie dwadzieścia kilometrów po Orawie, szkoda traktować ją jak taśmę treningową.

To wariant dla ludzi z dobrą kondycją, którzy chcą poznać cały masyw, a nie tylko zdobyć jego najwyższy punkt.

W porównaniu z krótkim czerwonym szlakiem z Krowiarek większe znaczenie mają tutaj dystans, właściwe rozłożenie sił oraz odpowiednio wczesny start.

Trudność techniczna: 2/5. Kondycyjna: 4,5/5.

Hviezdoslavova hájovňa. Literatura pod Babią Górą

Największą niespodzianką słowackiej trasy jest miejsce, które spokojnie mogłoby być osobnym celem wycieczki.

Hviezdoslavova hájovňa związana jest z dwoma ważnymi postaciami słowackiej literatury. W latach 80. XIX wieku po okolicy spacerował Pavol Országh Hviezdoslav, szukając inspiracji do swojego dzieła „Hájnikova žena”. W pierwotnej leśniczówce, która spłonęła w 1912 roku, urodził się w 1904 roku pisarz Milo Urban. Dziś działają tu dwie ekspozycje literackie Muzeum Orawskiego.

I nagle zwykłe „idziemy na Babią od Słowacji” zamienia się w całkiem ciekawą podróż przez przyrodę, literaturę i historię regionu.

Slaná Voda. Kiedyś przyjeżdżało się tutaj nie tylko w góry

Sama Slaná Voda ma historię dużo starszą niż obecny parking i turystyczna chata.

Źródło słonej wody w tym rejonie zostało zaznaczone już na mapie Górnej Orawy z 1550 roku. W latach 1869–1918 działało tu uzdrowisko, wykorzystujące miejscowe źródła jodowo-bromowe. Wieść o nich miała docierać nawet do Wiednia.

To właśnie takie szczegóły sprawiają, że słowacki wariant jest czymś więcej niż tylko dłuższą drogą na ten sam szczyt.

Co właściwie stoi na Diablaku?

Szczyt warto obejść spokojnie, bo łatwo zrobić zdjęcie przy tabliczce i nie zauważyć połowy rzeczy znajdujących się kilka kroków dalej.

Babiogórski Park Narodowy wymienia między innymi pomnik arcyksięcia Józefa Habsburga, słowacki obelisk związany z Janem Pawłem II oraz tablice pamiątkowe. Jest też kamienny mur osłaniający turystów przed wiatrem.

Historia pomnika arcyksięcia sięga jego wejścia na Babią Górę w 1806 roku. Monument przypomina, że turystyka na Babiej nie zaczęła się wraz ze Stravą i zegarkami GPS.

Szczyt jest również punktem granicznym. Stojąc na Diablaku, mamy dosłownie pod butami Polskę i Słowację.

Diablak i diabelski zamek. Co naprawdę opowiadano o Babiej Górze?

Babia Góra ma drugie oblicze, którego nie znajdziemy na żadnej mapie turystycznej. Przez stulecia stanowiła miejsce szczególne w ludowej wyobraźni mieszkańców Beskidów i Orawy.

Nie była po prostu wysoką górą. Była granicą między światem dobrze znanym a tym, co tajemnicze, niebezpieczne i trudne do wyjaśnienia. W opowieściach pojawiały się diabły, zbójnicy, ukryte skarby, tajemne przejścia i czarownice spotykające się na sabatach.

Jedna z najbardziej znanych legend dotyczy kamiennego zamku, który diabeł miał zbudować na szczycie.

Według jednego z wariantów opowieści czart zawarł układ ze sprytnym człowiekiem, obiecując mu potężną budowlę. Musiał jednak ukończyć ją w ciągu jednej nocy, zanim zapieje kogut.

Diabeł znosił ogromne głazy, układał kolejne ściany i był już bliski ukończenia pracy. Wtedy rozległo się pianie. Czart wpadł we wściekłość, a niedokończona budowla rozpadła się, pozostawiając na szczycie sterty kamieni.

W innych wersjach opowieści pojawia się zbójnik, któremu diabeł miał wybudować twierdzę w zamian za duszę. Poszczególne warianty różnią się szczegółami, ale łączy je jedno: rumowisko na Diablaku miało być pozostałością po diabelskiej budowli.

Uwaga: Grafika ma charakter poglądowy i nie jest mapą turystyczną. Przebieg szlaków, ich proporcje oraz ukształtowanie terenu przedstawiono schematycznie. Wizualizacja nie odzwierciedla rzeczywistych odległości, przewyższeń ani stopnia trudności poszczególnych odcinków. Przed wyjściem sprawdź aktualną mapę, oznakowanie szlaków oraz warunki pogodowe.

Dziś wiemy, że skały są wynikiem naturalnych procesów geologicznych. Dawniej widok ogromnych głazów na wysokim, często zasnutym mgłą szczycie mógł jednak działać na wyobraźnię znacznie mocniej.

Sabaty czarownic. Babia Góra jako królestwo wiedźm

Nie tylko diabły miały upodobać sobie Babią Górę. W regionalnym folklorze była ona również miejscem spotkań czarownic.

Według dawnych wierzeń wiedźmy miały przylatywać na sabaty, odprawiać tajemnicze obrzędy, tańczyć i ucztować w towarzystwie nieczystych sił. W niektórych opowieściach szczególne znaczenie przypisywano nocy świętej Łucji, z 12 na 13 grudnia.

Z sabatami wiązano między innymi tajemniczą Hałeczkową Polanę. W dawnych przekazach miała być miejscem spotkań czarownic i zbierania magicznych ziół. Jej dokładna lokalizacja nie jest jednak jednoznacznie ustalona, dlatego nie należy szukać jej na współczesnej mapie jak zwykłego punktu turystycznego.

Wiedźmom przypisywano zdolność wywoływania burz, sprowadzania gradu, niszczenia plonów i rzucania uroków. W niektórych opowieściach mogły także pozbawiać człowieka zmysłów.

I tutaj zaczyna się szczególnie interesująca część babiogórskich wierzeń.

Bo przecież Babia Góra naprawdę potrafi sprawić, że nawet doświadczony turysta nagle przestaje rozpoznawać otoczenie.

Czy na Babiej Górze można postradać zmysły?

Wyobraźmy sobie samotnego wędrowca sprzed dwustu lat.

Wyrusza wcześnie rano. Droga jest dobrze znana, pogoda spokojna, a szczyt widoczny z daleka. Po kilku godzinach dociera w pobliże Diablaka, gdy nagle zaczyna wiać silny wiatr. Chmury zasłaniają grzbiet, temperatura spada, a gęsta mgła pochłania wszystko w promieniu kilkunastu metrów.

Mężczyzna próbuje wrócić, ale każdy kamień wygląda podobnie. Idzie kilkadziesiąt kroków i ma wrażenie, że wrócił w to samo miejsce. Próbuje ponownie, tym razem w innym kierunku. Wiatr zagłusza odgłosy, widoczność jest coraz gorsza, a zmęczenie utrudnia podjęcie spokojnej decyzji.

Czy to góra miesza mu w głowie? Czy może jakaś wiedźma rzuciła na niego urok?

W świecie dawnych wierzeń takie wyjaśnienie mogło wydawać się całkiem przekonujące. Skoro czarownicom przypisywano zdolność odbierania zmysłów, a sam Diablak uważano za siedzibę nieczystych sił, zagubienie wędrowca łatwo było połączyć z ich działalnością.

Dziś wiemy, że nie potrzeba do tego żadnej magii.

Wystarczą silny wiatr, ograniczona widoczność, zmęczenie, wychłodzenie i narastający stres. Człowiek może wtedy mieć poważne trudności z orientacją, a w bardziej niebezpiecznych sytuacjach także z podejmowaniem racjonalnych decyzji.

Czy właśnie takie zdarzenia stały się źródłem opowieści o odbieraniu ludziom zmysłów? Tego nie da się udowodnić. Jest to możliwa interpretacja, a nie potwierdzona geneza legend.

Jedno jednak pozostaje niezmienne.

Dawniej za zagubienie na Babiej można było obwiniać czarownice. Dzisiaj warto przede wszystkim sprawdzić prognozę pogody, mieć mapę i wiedzieć, kiedy zawrócić.

Babia Góra nie potrzebuje demonów, żeby potrafić napędzić człowiekowi strachu.

Czarownica Sywilia i skarby ukryte w górze

Wśród mniej znanych opowieści związanych z Babią Górą pojawia się również postać czarownicy Sywilii, strażniczki ukrytych bogactw.

Według przekazów miała pilnować ogromnego skarbu, do którego dostęp był niezwykle trudny. Jeden ze śmiałków postanowił jednak przechytrzyć wiedźmę. Uśpił ją, zabrał złoto i zdołał uciec przed pościgiem.

Podobne historie o ukrytych dukatach, podziemnych komnatach i zbójnickich skarbach pojawiały się w wielu karpackich regionach. W przypadku Babiej Góry szczególnie dobrze pasowały do krajobrazu pełnego szczelin skalnych, rumowisk i trudno dostępnych zboczy.

To także dobry przykład, że babiogórskie legendy nie ograniczały się do jednego diabła i jednego zamku. Przez pokolenia tworzyły cały świat opowieści związanych z górami.

Górny Płaj. Zwykła leśna droga? Niezupełnie

Powrót z Markowych Szczawin w kierunku Krowiarek prowadzi Górnym Płajem. Na pierwszy rzut oka może wyglądać jak zwyczajna, spokojna leśna droga.

Historycznie był to jednak trakt związany z gospodarką leśną i łowiecką dóbr habsburskich, poprowadzony na północnym stoku Babiej Góry w XIX wieku.

Po kilku godzinach kamieni, podejść i zejść Górny Płaj ma jeszcze jedną ogromną zaletę: nogi przez chwilę przypominają sobie, że powierzchnia ziemi może być prawie pozioma.

Jeśli zostaje kilka godzin: Orawski Park Etnograficzny

Przy wycieczce z Krowiarek warto pamiętać o pobliskiej Zubrzycy Górnej. Działa tam Orawski Park Etnograficzny, skansen pokazujący tradycyjną architekturę i życie Orawy.

Nie wciskałbym go na siłę po ośmiu godzinach marszu. Jeśli jednak nocujemy w okolicy albo planujemy spokojniejszy kolejny dzień, to sensowne uzupełnienie historii oglądanej wcześniej z góry.

Babia Góra naprawdę zyskuje, kiedy przestaje być tylko punktem „1723 zaliczone”.

Schroniska i jedzenie. Gdzie można liczyć na dach?

Po polskiej stronie najważniejszym miejscem jest oczywiście Schronisko PTTK Markowe Szczawiny, położone na północnym stoku na wysokości około 1180 metrów. Jest naturalnym punktem odpoczynku dla wariantów przez Bronę i Perć Akademików.

Na czerwonej trasie Krowiarki – Sokolica – Diablak nie ma schroniska. Jeśli planujesz wejście i zejście tą samą drogą, cały prowiant niesiesz od początku.

Po stronie słowackiej zaplecze znajduje się przede wszystkim na dole, w rejonie Chaty Slaná Voda. Nie ma tam wysokogórskiego schroniska pełniącego taką funkcję jak Markowe Szczawiny. Przy niemal dwudziestokilometrowej wycieczce ma to znaczenie.

Ile naprawdę trwa wejście? Nie ufaj mapie co do minuty

Czas mapowy to czas marszu, nie czas całej wycieczki.

Do niego dochodzą zdjęcia na Sokolicy, piętnaście minut pod ścianą schroniska, kolejka na trudniejszym miejscu Perci, posiłek, przebieranie kurtki, szukanie czegoś w plecaku i klasyczne pięć minut, które przypadkiem trwa dwadzieścia.

Dlatego przy Babiej warto do czasu mapowego dodać mniej więcej 20–30 procent zapasu, a osobom początkującym jeszcze więcej. Przy złych warunkach takie kalkulacje przestają mieć większą wartość.

Nie chodzi o to, żeby być wolnym albo szybkim. Chodzi o to, żeby nie planować zachodu słońca z dokładnością do siedmiu minut.

Pogoda. Największa trudność Babiej Góry

To nie łańcuchy są głównym problemem Babiej. Najpoważniejszą zmienną jest pogoda.

Babia Góra nie bez powodu bywa nazywana Matką Niepogód. Masyw jest wystawiony na silne wiatry, a jego otwarta grań nie daje turystom wielu możliwości schronienia przed gwałtownym załamaniem warunków.

Babiogórski Park Narodowy podaje, że na Diablaku średnia roczna temperatura oscyluje wokół 0°C, a silne wiatry znacząco zwiększają odczuwanie chłodu. Park ostrzega również, że pogorszenie pogody na odkrytym szczycie może stanowić realne zagrożenie.

W Zawoi może być słonecznie, podczas gdy na Diablaku panują zupełnie inne warunki. Dlatego pogody nie oceniamy na podstawie tego, co widzimy z parkingu.

Przed każdym wyjściem trzeba sprawdzić aktualny komunikat Parku, prognozę oraz stan szlaków. Szczególnie jesienią i wiosną mokre kamienie, krótszy dzień i chłód potrafią znacząco wpłynąć na przebieg wycieczki.

Jeśli prognoza wygląda źle, Babia będzie tam również za tydzień. Góry wyjątkowo słabo reagują na argument „ale przecież już tyle jechaliśmy”.

Lato i zima to dwie różne góry

Wszystkie nasze oceny dotyczą warunków bez śniegu i oblodzenia.

Zimą dochodzą problemy z orientacją, śniegiem, lodem, bardzo niską temperaturą odczuwalną oraz możliwością występowania zagrożenia lawinowego. Perć Akademików jest okresowo zamykana, gdy warunki uniemożliwiają bezpieczne korzystanie z jej sztucznych ułatwień.

Nie przenośmy więc letniej oceny „2/5” na styczniową Babią. To tak, jakby oceniać jazdę samochodem po suchej drodze i na lodzie wyłącznie na podstawie liczby kilometrów.

Co zabrać? Bez wyprawy na Everest

Nie potrzebujesz sprzętu ekspedycyjnego. Potrzebujesz rzeczy dobranych do gór, a nie do zdjęcia przy samochodzie.

W normalnych warunkach oznacza to przede wszystkim buty z sensowną podeszwą, warstwę chroniącą przed wiatrem i deszczem, coś cieplejszego, odpowiednią ilość wody i jedzenia, naładowany telefon, zapis mapy offline oraz czołówkę. Kijki trekkingowe szczególnie docenisz podczas zejścia.

Jesienią i wiosną plecak trzeba traktować jeszcze poważniej. Słońce w Zawoi nie jest gwarancją słońca na Diablaku.

Warto również poinformować kogoś o planowanej trasie i przewidywanej godzinie powrotu. Jeżeli zgubisz szlak, nie próbuj na siłę schodzić nieznanym stokiem. Zatrzymaj się w bezpiecznym miejscu, sprawdź położenie i w razie potrzeby wezwij pomoc.

Numery alarmowe GOPR to 985 oraz 601 100 300. W sytuacji zagrożenia możesz również zadzwonić pod numer 112.

Bilety i kilka praktycznych zasad

Wstęp do polskiej części Babiogórskiego Parku Narodowego jest płatny. Według cennika na 2026 rok bilet normalny kosztuje 10 zł, a ulgowy 5 zł. Bilet jest wymagany niezależnie od tego, którym wejściem wchodzimy do Parku. Można go kupić między innymi online oraz w punktach na Krowiarkach i w Zawoi Markowej.

Po Parku poruszamy się znakowanymi szlakami. Obowiązują również ograniczenia dotyczące wprowadzania psów, a loty dronami na terenie Parku wymagają zgody dyrektora.

Przed wyjazdem warto sprawdzić Komunikat Turystyczny Babiogórskiego Parku Narodowego, a nie opierać się wyłącznie na relacji kogoś, kto był na Babiej trzy tygodnie wcześniej.

Którą trasę wybralibyśmy?

Na pierwszy raz: Krowiarki przez Sokolicę. Najprostsza logistycznie i najmniej wymagająca technicznie.

Na najlepszą całodniową wycieczkę: pętla Krowiarki – Diablak – Brona – Markowe Szczawiny – Krowiarki. Najwięcej różnorodności bez robienia ogromnego dystansu.

Dla doświadczenia technicznego: Perć Akademików. Ale tylko przy odpowiednich warunkach i wtedy, gdy naprawdę chcesz takiego terenu.

Dla kondycji: Zawoja Markowa. Prawie tysiąc metrów podejść robi swoje.

Dla spokoju i historii: Slaná Voda. Dłużej, ciekawiej kulturowo i zupełnie inaczej niż z popularnych Krowiarek.

Na pełną przygodę: słowacka pętla przez Babią i Małą Babią Górę. To już dzień chodzenia, nie szybkie zdobycie szczytu.

Najlepszy szlak nie jest jednak tym, który ma najwięcej gwiazdek w internecie. Najlepszy jest ten, który pasuje do Twojej kondycji, doświadczenia, pogody i czasu, jaki naprawdę masz tego dnia.

Babia Góra niczego nie każe udowadniać. Wystarczy wejść, rozejrzeć się i wrócić z takim zapasem sił, żeby następnego dnia nadal lubić chodzenie po górach.

A Ty którą stronę Babiej wybrałbyś na pierwszy raz: polską czy słowacką? A może masz już własną historię z Diablaka?


Źródła i przydatne mapy